Poniedziałek, 23 Października 2017 - Marleny, Seweryna, Igi

Andre: Nigdy nie myślałem poważnie o tym, że będę jakąś gwiazdą

Po wybuchowym koncercie w Stężycy rozmawialiśmy z Andrzejem Marcysiak – liderem zespołu Andre. Jest autorem większości tekstów i aranżacji oraz… byłym wojskowym! O służbie w marynarce wojennej, projektowaniu ubrań i realizacji teledysków opowiada nam jeden z najpopularniejszych artystów gatunku disco polo.

Czy wszędzie w Polsce koncertuje się tak samo?

- Jeśli chodzi o same Kaszuby – bardzo lubimy tutaj grać. Jeździmy po całej Polsce i obserwujemy, jak odbywają się festiwale. Kaszubi na prawdę nie mają się czego wstydzić. Imprezy w tym regionie są organizowane na najwyższym poziomie. Większość zespołów z którymi rozmawiałem podziela moje zdanie. Nie można zapomnieć o publiczności – kaszubska jest wspaniała! Czujemy, że to "nasza" publika, która zna piosenki i dobrze się przy nich bawi. Poza tym Radio Kaszëbë popularyzuje gatunek disco polo i przekłada się to na frekwencję na imprezach.

No właśnie, spodziewałeś się takiej frekwencji w Stężycy? Służby mówią o 40 tysiącach uczestników.

- Jak na dziesięciotysięczną gminę to jest wspaniały wynik. Ogólnie to był bardzo duży festiwal. Myślę, że to świetna promocja dla gminy, skoro tego dnia w Stężycy było cztery razy więcej ludzi, niż na co dzień. Dla porównania, na największą imprezę disco polo w Kobylnicy, dodatkowo promowaną przez Polsat, przyjeżdża niewiele więcej osób, bo jakieś 50 tysięcy. W Stężycy pojawiły się największe gwiazdy tego gatunku. Zabrakło jedynie naszego króla – Zenka Martyniuka, nad czym bardzo ubolewam, bo jestem jego fanem.

Jak wygląda polski rynek muzyki disco polo? Czy relacje między artystami są koleżeńskie, czy raczej trzeba liczyć się z ostrą, bezwzględną konkurencją?

- Są różne zespoły, ale z tych obecnych na scenie każdy ma jakiś swój hit. Jak w każdej branży, jesteśmy kolegami. Czasem, jeśli trzeba, potrafimy sobie dociąć, ale potrafimy też konstruktywnie rozmawiać. W końcu jesteśmy kolegami, których łączy wspólna pasja. Nie ma czegoś takiego jak zawiść, czy zazdrość między nami. Wręcz przeciwnie! Jeżeli jakiemuś zespołowi uda się skomponować hit, to reszcie artystów nie pozostaje nic innego, jak się z tego cieszyć. Każdy przebój napędza popularność całego nurtu disco polo i tym samym ciągnie scenę do przodu.

A jak to jest z popularnością disco polo? Możemy mówić o drugiej fali tej muzyki, po złotym okresie lat dziewięćdziesiątych? Wyświetlenia pod kawałkami na YouTube i rzesze fanów na koncertach pokazują, że gatunek ma się dobrze.

- Ja twierdzę, że ta muzyka towarzyszy ludziom cały czas od lat 90. W pewnym momencie po prostu media odłączyły się od disco polo. Ale zwróć uwagę, jaka muzyka jest puszczana na imprezach rodzinnych, podczas wspólnego grilla, czy na weselach. Moim zdaniem to nieprawda, że była jakaś pierwsza, czy druga fala popularności. Teraz powstało po prostu bardzo dużo zespołów i dzięki internetowi dostęp do muzyki i teledysków jest łatwiejszy.


Cofnijmy się trochę w czasie, masz nietuzinkową historię. Służyłeś w marynarce wojennej, odszedłeś na wojskową emeryturę i zostałeś gwiazdą disco polo. Wojsko i scena to dwa różne światy, jak wpadłeś na ten pomysł?

- Od zawsze chciałem służyć w wojsku, ale moją największą pasją była muzyka. Niestety, nie mogłem tej pasji pielęgnować. Praca w jednostkach ratowniczych wymagała ode mnie zaangażowania w stu procentach. Na muzykę brakowało czasu. Ludzie mówią, że disco polo to muzyka łatwa, prosta i przyjemna. Zdarzało się, że ktoś mówił „napiszę ci taki tekst w 5 minut”. A ja na to proszę bardzo! Napisz. Po wręczeniu kartki i ołówka okazuje się, że nie można tego zrobić na kolanie. Trzeba mieć pomysł na numer, na kompozycję. Wracając do pytania, zanim poszedłem do wojska grałem na kornecie, czyli trąbce. Uczyłem się w Orkiestrze Kolejowej w Tczewie. Kiedy powołano mnie do wojska chciano, abym kontynuował przygodę z instrumentem w Orkiestrze marynarki wojennej w Ustce. Ja się na to nie zgodziłem. Skoro miałem służyć w marynarce, chciałem pływać na okrętach i być prawdziwym wilkiem morskim (śmiech). Dużo później, kiedy podjąłem decyzję o przejściu na emeryturę, wiedziałem że wrócę do tego co zawsze lubiłem, czyli zacznę grać. Nigdy nie myślałem poważnie o tym, że będę jakąś gwiazdą. Absolutnie nie! Skupiłem się tylko i wyłącznie na weselach. Pewnego razu wykonałem cover kawałka „O Tobie kochana” zespołu Milano, który umieściłem w internecie. Piosenkę zauważył pewien aranżer z Trójmiasta Robert Kruszewski, znany jako DJ Velu. Zaproponował mi współpracę. Powstała pierwsza piosenka pt. „Stracona Miłość”. Razem z teledyskiem opublikowaliśmy ją w serwisie YouTube. Odbiór był bardzo fajny, więc dostałem bodziec do działania. Potem wszystko potoczyło się jak reakcja łańcuchowa.

Jednak wojsko i muzyka mają ze sobą coś wspólnego. Całe życie pływałeś, teraz jeździsz w trasy koncertowe. Czy ciągłe bycie poza domem, z dala od rodziny nie męczy?

- To prawda, że trasy koncertowe są uciążliwe. Da się jednak do nich przyzwyczaić. Ja wprawdzie nie prowadzę, robią to Piotrek albo Jacek. To świetni kierowcy i mam do nich pełne zaufanie. Dzięki nim jestem w stanie zdrzemnąć się podczas trasy i trochę odpocząć.

Twój styl jest określany przez słuchaczy jako biesiadny, albo przypominający korzenie disco polo. Czy bardzo wyróżnia się na tle innych produkcji?

- Nie uprawiamy muzyki do końca klubowej. Staramy się skupić na takiej muzyce, jaka jest grana na weselach. To dla nas duża promocja. Często weselne kapele piszą do nas z prośbą o udostępnienie aranżu. Postanowiliśmy nie zmieniać tego stylu, bo przy nim ludzie najlepiej się bawią. To prawda, że nurt dance wypiera troszeczkę tę tradycyjną muzykę disco polo. Mamy swoich odbiorców, którzy ciągle dają nam znać, że to właśnie taki gatunek im się podoba. Nawet, jeśli zostanie nam jeden słuchacz, który będzie dobrze się bawił przy naszej muzyce, to będziemy dla niego grali (śmiech).


Wiem, że masz też plany niezwiązane bezpośrednio z muzyką. Podczas jednego z wywiadów wspominałeś, że chciałbyś projektować ubrania i zająć się produkcją teledysków. Zacząłeś już działać w tych tematach?

- Tak, był taki pomysł w mojej głowie, jednak zabrakło na razie czasu żeby go rozwijać. Na pewno nie mógłbym zabrać się za tworzenie ubrań samodzielnie. Potrzeba ludzi, którzy by te ciuchy szyli. Na dzień dzisiejszy wiem, że zespół Boys stworzył swoją kolekcję. Dalej jednak uważam, że nie ma obecnie w Polsce typowej odzieży scenicznej. Chciałbym kiedyś wypełnić tę lukę. Disco polo ewoluowało, to już nie są flanelowe koszule, czy dresy Adidas. Jeśli chodzi o ubiór nie odstajemy od reszty artystów, spoza tego nurtu. Co do teledysków, do dzisiaj współpracuję ze znanym filmowcem Łukaszem Kowalskim. Wspólnie udało nam się nagrać i zrealizować teledysk do największego hitu disco polo, czyli „Ona Tańczy Dla Mnie” zespołu Weekend. Tak jak już wspomniałem, na pełne zaangażowanie w tworzenie klipów ciągle brakuje mi czasu.

Na zakończenie muszę zapytać o płytę. Kiedy planujesz wydać następny krążek?

- Jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Jest dylemat, czy wydać płytę jeszcze na lato, czy wstrzymać się i wydać go po Nowym Roku. Jestem za drugą opcją. Mamy gotowe 12 piosenek na nową płytę, natomiast chcielibyśmy uzbierać ich trochę więcej i móc wybrać z puli te najlepsze.
2016-05-21 09:00 2914

Komentarze

~największa fanka

koncert był cudowny!!! najlepszy polski artysta tych czasów i jeszcze taki mądry!!!!

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.