Czwartek, 21 Lutego 2019 - Eleonory, Fortunata, Roberta

Marcin zaginął, znaleziono ciało, pytania pozostają

Nie milkną kontrowersje wokół zaginięcia Marcina Szcześniaka. Mężczyzna zaginął w połowie lipca, po wyjściu z kartuskiej komendy. Rodzina oskarża kartuską policję. Wiele wskazuje na to, że ciało odnalezione na początku października w pobliżu oczyszczalni to właśnie poszukiwany 29-latek. Ale to jeszcze – przynajmniej na razie - niczego nie wyjaśnia.

Marcin Szcześniak z Bartoszyc ostatni raz widziany był 18 lipca. Dzień wcześniej został przesłuchany przez kartuskich policjantów. Na komendę trafił po tym, jak wbiegał na jezdnię i stwarzał zagrożenie. Policjanci ujęli mężczyznę i przyjechali z nim na komendę. Zatrzymany miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Następnego dnia mężczyzna został zwolniony, wyszedł z komendy około godziny 11 i ślad po nim zaginął. W poszukiwania mężczyzny zaangażowanych było kilkudziesięciu policjantów z Kartuz i Gdańska.

Kontrowersje wokół sprawy zaczęły pojawiać się w momencie, kiedy rodzina zaginionego w mediach oskarżyła policjantów, że coś złego mogło stać się na komendzie. Ojciec Marcina mówił, że mężczyzna mógł zostać pobity i wywieziony. Policja stanowczo zaprzeczyła tym informacjom. I nadal prowadziła poszukiwania.

Tymczasem, w piątek (2 października) niedaleko oczyszczalni ścieków w Kartuzach znaleziono ciało mężczyzny. Mogą to być zwłoki właśnie Marcina Szcześniaka. Przy ciele, znaleziono dokumenty, które miałyby poświadczać tożsamość zaginionego. Potwierdził to szef kartuskiej prokuratury. - Osoba, której ciało odnaleźliśmy, umarła w wyniku powieszenia - powiedział Marek Kopczyński. - Przy zwłokach ujawniono portfel z dokumentami, i z tych dokumentów wynika, że może to być zaginiony - dodaje prokurator.

Ciało jest "w znacznym rozkładzie". Tożsamość potwierdzić mają wyniki sekcji zwłok. Te będą znane za mniej więcej dwa tygodnie. - Sekcja została przeprowadzona. Jedyne co stwierdziliśmy to fakt, że na kościach pokrzywdzonego nie stwierdzono żadnych obrażeń – powiedział prokurator Marek Kopczyński. To może oznaczać, że hipotezę o dotkliwym pobiciu 29-latka należy odrzucić. Szef kartuskiej prokuratury zleci jeszcze badania histopatologiczne i badanie tożsamości. - Mają mnie one upewnić w tym, kim jest ten człowiek – wyjaśnia.

Tymczasem, Telewizja Polsat cytuje wypowiedź osoby, która podaje się za policjanta z Kartuz. Według jego słów, Marcin Szcześniak mógł targnąć się na swoje życie na komendzie, a funkcjonariusze mogli ukryć zwłoki obawiając się konsekwencji służbowych. Rzecznik kartuskiej komendy zdecydowanie zaprzecza tej wersji wydarzeń. - Policja nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sprawie. Marcin Szcześniak wyszedł od nas cały i zdrowy. Jeśli chodzi o anonimową wypowiedź osoby, podającej się za policjanta, skąd wiadomo, że jest to faktycznie funkcjonariusz policji? Jeśli tak, prokurator powinien powołać go na świadka. Wtedy będziemy mogli odnieść się do faktów, a nie insynuacji – mówi Jarosława Krefta, rzecznik kartuskiej policji.
Co na to prokuratura? - Być może podejmiemy próbę przesłuchania tej osoby – powiedział nam prok. Kopczyński.

W związku z zaginięciem Marcina Szcześniaka i odnalezieniem ciała z jego dokumentami trwają obecnie dwa odrębne postępowania. Jedno prowadzi prokuratura w Kartuzach i dotyczy „ujawnienia zwłok”. Drugie zaś – dotyczące ewentualnego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez kartuskich policjantów prowadzi prokuratura w Kościerzynie. Szef kartuskiej prokuratury, Marek Kopczyński zapewnił w rozmowie z nami, że zrobi wszystko, by tę sprawę do końca wyjaśnić.

Komentarz redaktora naczelnego Gazety Kartuskiej, Tomasza Słomczyńskiego:
Widać tu dwie kwestie, które – niestety, na razie pozostają niewyjaśnione. Powodują, że wokół sprawy mnożą się wątpliwości. Po pierwsze: jeśli, jak twierdzą policjanci, cały i zdrowy Marcin Szcześniak wychodził z komendy policji w Kartuzach, to dlaczego nie ma na to dowodu w postaci nagrania z monitoringu? Wszak kamery są zamontowane na komendzie. Ano nie ma – bo nie ma. Akurat tego dnia się nie nagrało. Przypadek? Może i tak. W efekcie nie ma dowodu niewinności funkcjonariuszy. Jednak, jak zwykło się mówić, niewinności udowadniać nie trzeba. Po drugie: podnoszą tę kwestię mieszkańcy Kartuz (wystarczy poczytać komentarze w internecie albo porozmawiać o tym na rynku) – jak to możliwe, że ciało powieszonego na sznurówkach mężczyzny przez tyle tygodni pozostało niezauważone w zaroślach, w zagłębieniu terenu, w tak bliskiej odległości od miasta? Czy to w ogóle było możliwe? Nie wolno nikogo oskarżać ani wyciągać pochopnych wniosków. Ale można i trzeba zadawać pytania - nawet jeśli będą niewygodne. I żądać odpowiedzi.
2015-10-07 13:00 1841

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.