Piątek, 23 Czerwca 2017 - Wandy, Zenona

Pomóż Kasi i innym

21 maja w Szkole Podstawowej nr 1 w Kartuzach pracownicy Fundacji DKMS będą rejestrowali dawców szpiku, aby pomóc 27-letniej Kasi z Sierakowic. 

Kasia ma 27 lat i zawsze była bardzo aktywna, wysportowana i uśmiechnięta. Oczekiwanie na dziecko, to był najpiękniejszy czas w jej życiu. Wszystko zmieniło się w ósmym miesiącu ciąży – dowiedziała się, że ma nowotwór. W jej śródpiersiu rośnie guz, który w tej chwili ma prawie 30 cm.

Chłoniak T-limfoblastyczny, na który zachorowała Kasia, to bardzo agresywna odmiana, która atakuje również węzły chłonne, wątrobę, śledzionę oraz szpik. Póki co Kasia przerzutów nie ma, ale już wiadomo, że po bardzo intensywnej chemioterapii, którą teraz przechodzi, będzie potrzebowała przeszczepu. Tylko on może dać jej szansę na całkowite wyleczenie.

Niestety w rodzinie nie znaleziono bliźniaka genetycznego Kasi. Może jednak nim być jedna z zarejestrowanych w DKMS osób. Na Kasię w domu czeka jej Synek, który właśnie skończył miesiąc. Kasia zamiast po porodzie wrócić z dzieckiem do domu, musiała rozpocząć leczenie. Z maleństwem widziała się kilka razy. Bardzo za nim tęskni, a Tymon bardzo jej potrzebuje.

Dlatego fundacja DKMS szerzy ideę rejestracji potencjalnych dawców szpiku. Nic to nie kosztuje, zajmuje kilka minut, a może uratować komuś życie. Sam przeszczep również nie jest inwazyjny, nawet nie jest bolesny. W 80% przypadków wykonuje się go separując komórki z krwi obwodowej. Tylko 20% to bezpośrednie pobranie szpiku. W dodatku z talerza biodrowego, a nie jak wielu myśli, z kręgosłupa.

Dni Dawcy „Pomóżmy Kasi i innym” odbędą się w czterech miejscach, w dniach 20-21 maja.

Data: 20.05.2017
Godzina: 10:00-16:00
Miejsce: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych
Adres: Bukowa 1, Wejherowo

Data: 20.05.2017
Godzina: 14:00-20:00
Miejsce: Przebojowa Majówka
Adres: Amfiteatr Stężyca

Data: 21.05.2017
Godzina: 09:00-16:00
Miejsce: Szkoła Podstawowa nr 1 (koło Straży Pożarnej)
Adres: 3 Maja 14, Kartuzy

Data: 21.05.2017
Godzina: 10:00-16:00
Miejsce: Zespół Szkół w Miechucinie
Adres: Szkolna 1, Miechucino

Można w każdej chwili rejestrować się także przez Internet! Tutaj

Poniżej publikujemy list Kasi:

Nazywam się Katarzyna Papka, mam 27 lat. Jestem normalną, młodą dziewczyną, cieszącą się życiem u boku kochającego męża, a przynajmniej do niedawna byłam. Uwielbiam sport w każdej odsłonie, zaczynając od piłki nożnej przez bieganie, tenis ziemny, a na nartach kończąc. Każdą wolną chwilę staram się spędzać aktywnie, ale bardzo lubię również odprężyć się czytając dobre książki najlepiej kryminały, choć te popularnonaukowe również zajmują ważne miejsce na moich pułkach. Ostatnie lata mojego życia przyniosły mi realizację największych marzeń - ukończenie wymarzonego kierunki studiów - farmacji i rozpoczęcie pracy w zawodzie, do którego przygotowywałam się wiele lat. Niedługo potem ślub z 'tym jedynym' mężczyzną no i wreszcie ta najpiękniejsza wiadomość, ciąża i wielka nasza radość - zostaniemy rodzicami. Wydawało się, że nic nie może zakłócić naszego szczęścia - ciąża przebiegała prawidłowo, czułam się świetne, jak to mówią prawdziwy stan błogosławiony. Aż do 7 miesiąca, kiedy to pojawiły się duszności, które zaczęły narastać w takim tempie, że po kilku dniach nie byłam w stanie wypowiedzieć słowa.

Trafiłam do szpitala w Wejherowie. Wstępne badania wykazały, że w lewej opłucnej mam prawie dwa litry płynu, którego większość ściągnięto abym mogła oddychać. Ze względu na ciążę trafiłam na oddział patologii ciąży. Rozpoczęły się bardziej szczegółowe badania choć ze względu na dziecko lekarze mieli utrudnione zadanie - brali pod uwagę różne choroby. w tym nowotwór, jednak wtedy wydawało mi się to abstrakcją. Martwiłam się jedynie o to czy synek będzie zdrowy i czy przez moje problemy nie urodzi się za wcześnie. Po około 3 tygodniach spędzonych w szpitalu wykonano rezonans magnetyczny klatki piersiowej, okazało się, że w śródpiersiu mam guza i to niestety dużych rozmiarów. Wtedy już wiedziałam, że to coś poważnego. Dalsze badania potwierdziły późniejsze przypuszczenia lekarzy - chłoniak T-limfoblastyczny, nowotwór złośliwy. Potem szybka decyzja lekarzy, rozwiązujemy ciążę. Po 5 tygodniach spędzonych w szpitalu, 22 marca synek przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Największą ulgą byłą wiadomość, że synek jest zdrowy i mimo, że urodził się prawie miesiąc przed terminem potrafił samodzielnie oddychać i nie musiał przebywać w inkubatorze.

Spędziliśmy w szpitalu po porodzie 5 dni, przez które nie odstępowałam synka na krok, już wtedy wiedziałam, że będę go musiała zostawić, ze względu na konieczność jak najszybszego wdrożenia leczenia mojej choroby. To chyba było i jest w tym wszystkim najgorsze. Te ostatnich kilka tygodni to jak zły sen, z którego myślałam, że zaraz się obudzę. Ale niestety...Po 6 tygodniach spędzonych w szpitalu lekarze wypuścili mnie razem z synkiem do domu, w którym spędziłam tylko kilkanaście godzin, już następnego dnia musiałam stawić się na oddziale hematologii w Gdańsku, aby rozpocząć leczenie. Niestety cykle leczenia mojej choroby wymagają ciągłej hospitalizacji i tak każdy to minimum 6 tygodni pobytu w szpitalu, a ile trzeba ich będzie przeprowadzić nie wiadomo. Bardzo tęsknię za synkiem i to on daje mi największą motywację do walki z chorobą. Gdy mój stan na to pozwala i wyniki krwi są zadowalające lekarz zezwala mi wyjść na chwilę z oddziału, abym mogła spotkać się z synkiem. Rodzina przyjeżdża wtedy z małym i cieszymy się sobą w samochodzie przed szpitalem. Te spotkania dodają mi siły i przypominają, że jak najszybciej muszę wrócić do domu, a mały potrzebuje mamy.

Ostatnie tygodnie mojego życia uświadomiły mi kilka ważnych kwestii m. in. ze powinniśmy cieszyć się w życiu każdą chwilą, a ile razy na co dzień o tym zapominamy często nie doceniając tego co mamy. Codziennie dziękuję Bogu za to, że obdarował mnie i męża zdrowym synkiem, to największa łaska. Mam teraz wszystko czego potrzeba do szczęścia brakuje tylko jednego - zdrowia, ale głęboko wierzę, że uda mi się pokonać chorobę, szybko wrócę do rodziny i będę mogła cieszyć się życiem. Cieszę się i jestem wdzięczna również za to, że jest wokół mnie tylu dobrych ludzi, rodzina, przyjaciele, znajomi, a nawet obcy pomagają, ślą słowa wsparcia, modlą się za mnie - to jest naprawdę bardzo budujące i dodaje wiary i sił do walki z chorobą.
Źródło: kartuzy.pl
2017-05-19 08:00 107

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.