Piątek, 23 Października 2020 - Marleny, Seweryna, Igi

Szymon Sajnok: „To duże zmiany. Traktuję je jednak jak najbardziej pozytywnie"

Przeprowadziliśmy wywiad z Szymonem Sajnokiem, kartuskim sportowcem. Wschodząca gwiazda kolarstwa przedstawia kulisy drogi na szczyt oraz zdradza swoje plany na przyszłość.

- Jak zaczęła się twoja przygoda z rowerem?
- Najpierw w klubie zaczęli jeździć moi rówieśnicy z podwórka. Ja natomiast miałem do tego dość sceptyczne nastawienie. Wolałem raczej inne sporty. Do kolarstwa przekonałem się w wieku bodajże 10 lat. Wtedy właśnie zapisałem się do klubu Cartusia Kartuzy.

- Jaki jest twój pierwszy, poważny sukces?
- III miejsce na Mistrzostwach Polski podczas jazdy indywidualnej na czas. W wieku 15 lat zdobyłem mój pierwszy medal z mistrzostw.

- Co jest dla ciebie ważne w wykonywaniu tego sportu?
- Przede wszystkim robienie każdego treningu na tak zwane „sto procent”. Równie ważne jest czerpanie radości z każdego przejazdu. Muszę czuć przyjemność z wykonywania tego sportu.

- Jak wyglądały twoje zimowe treningi?
- Mimo wszystko musiałem trenować codziennie. Przez obecne w Polsce zimowe warunki nie mogę ukrywać, że mój trening składał się zazwyczaj jedynie z biegów i siłowni. Na szczęście 10 stycznia wyleciałem do Hiszpanii. Tu jeździmy przynajmniej po 5 godzin dziennie.

- Jakie, Twoim zdaniem, na Kaszubach są warunki do wykonywania sportu, jakim jest kolarstwo? 
- Mimo wszystko idealne. Piękne widoki i płaskie drogi.

- Co możesz powiedzieć na temat twojego nowego kontraktu?
- Kontrakt z nowym klubem podpisałem jakoś w październiku. Od 1 stycznia jestem oficjalnym członkiem klubu Attaque Team Gusto. Zdecydowałem się na dołączenie do niego, ponieważ biorą udział w dobrych wyścigach. Oczywiście chciałem też rozwinąć skrzydła. Cartusia Kartuzy dużo mi pomogła, ale muszę iść dalej. Ten klub podniesie mój poziom, da mi rozwój. Kontrakt podpisałem na rok. Być może go przedłużę, a może pójdę gdzie indziej.

- Przed Tobą wiele zmian. Nie czujesz obaw?
- We Włoszech czeka na nas mieszkanie. Od marca będę tam mieszkał razem z innymi członkami klubu Attaque Team Gusto. Tam też będzie nasza główna baza, z której będziemy wyjeżdżać na zawody. Podstawowym językiem w naszej grupie jest angielski, więc na pewno będę musiał go trochę podszlifować. Właśnie jestem w trakcie dodatkowej nauki. To na pewno będą duże zmiany. Traktuję je jednak jak najbardziej pozytywnie. Nie jestem pewien, kiedy wrócę do Polski – ale na pewno pojawię się tu na mistrzostwa.

- Masz jakiś szczególny cel w swojej karierze sportowca?
- Bardzo chciałbym pojechać do Tokio na Olimpiadę 2020 i zdobyć medal.

- Czy jest ktoś, kto Cię motywuje?
- Nigdy nie potrzebowałem motywacji z zewnątrz. Czerpię ją jedynie z moich wyników. Jeżeli bardzo czegoś chcę, to po to idę. Nie mam marzeń, ale plany. Staram się zawsze sam odpowiednio nastawiać do zdobycia wyznaczonego celu.

- Jak wyglądają Twoje przygotowania do zawodów?
- Ciężki trening, trening i jeszcze raz trening. W przypadku ważnych zawodów dwa, albo trzy tygodnie przed, jadę na zgrupowanie. Muszę przyznać, że spędziłem na nich wiele czasu.

- Jak oceniasz swoje zakończenie sezonu?
- Koniec okazał się być najlepszym okresem z całego sezonu. Na początku 2016 roku była tylko szosa. A dopiero od sierpnia, września, zacząłem tor. Zachęcił mnie do tego trener. Wcześniej jeździłem na torze tylko sporadycznie – parę startów w roku. Puchar Świata w Apeldoorn mnie wybił, stałem się bardziej zauważalny. Potem miałem kilka dobrych startów, które również zakończyły się sukcesami.

- Ostatnio chodzą słuchy, że w tym roku planujesz skupić większą uwagę na torze. Czy to prawda?
- Muszę przyznać, że szosa ostatnio mnie nudzi. Maksymalny odcinek w jakim startowałem był chyba na 180 km. To trochę nużące, a przede wszystkim męczące. Tor jest fajny, ponieważ jest dynamicznie, coś się dzieje. Mimo wszystko na początku sezonu chciałbym zająć się szosą.

- Chciałbyś coś przekazać młodszym kolegom?
- Przede wszystkim chciałbym ich zachęcić do spróbowania tego sportu. Nie mniej jednak muszę ostrzec, że trzeba mieć do niego dużo cierpliwości. Wiem po sobie, że mi też jej czasem brakuje. Kolarstwo to trudny sport.

- Miałeś jakieś poważne kontuzje?
- Ostatnia kontuzja jaką pamiętam spotkała mnie na torze w Czechach. Upadłem na plecy. Skończyło się tak, że musiałem leżeć dwa tygodnie bez ruchu.

- Jak wyglądało pożegnanie z klubem Cartusia Kartuzy i Twoje ostatnie dni w Polsce?
- Oficjalnego pożegnania z drużyną nie było. Mieliśmy jednak wspólną wigilię, podsumowanie. Dobrze wspominam ten kartuski klub i tak zostanie. Ale teraz jest nowy rozdział w moim życiu i mam nadzieję, że coś z niego wyniknie i za rok będę miał okazję pójść jeszcze dalej. Planuję ciągły rozwój. Jeżeli chodzi o moje ostatnie dni w Polsce, to wspominam je bardzo dobrze. Przed samym wyjazdem, 9 stycznia, zostałem zaproszony do Warszawy na Noworoczne Spotkanie Rodziny Olimpijskiej. Tam też wręczono mi nagrodę Nadziei Olimpijskich im. Eugeniusza Pietrasika. To wspaniałe wyróżnienie umiliło mi ostatnie chwile w Polsce.

 

2017-02-13 10:00 4880

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.