Wtorek, 18 Czerwca 2019 - Marka, Elzbiety

Uczeń przerósł mistrza. Wywiad z Mateuszem Jereczkiem

Mateusz Jereczek zdobył złoto podczas Mistrzostw Świata w Belgradzie. Tym samym stał się pierwszym w historii kartuskiego sportu seniorskim mistrzem świata. Z Mateuszem rozmawiamy o jego sportowej karierze i życiowych wyborach.

Proszę powiedzieć kilka słów o sobie. Skąd wziął się nasz mistrz świata?
Wziął się z Brodnicy Górnej, tam w tej chwili mieszkam. Mówię w tej chwili, ponieważ urodziłem się w Kościerzynie. Do Brodnicy Górnej przeprowadziliśmy się, gdy miałem 6 lat. Mam rodziców, siostrę. Uprzedzając pytanie, moja siostrzyczka nie ma ze sportem nic wspólnego. A poza tym, cóż... Skończyłem Technikum przy ul. Mściwoja w Kartuzach. Od czasu ukończenia szkoły pracuję w wyuczonym zawodzie, więc mogę powiedzieć, że jestem budowlańcem.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze sportem?
Odkąd pamiętam, zawsze interesowałem się sportem i chciałem w nim czynnie uczestniczyć, nie tylko kibicować innym. Kibicem zapalonym też zresztą nie jestem. Owszem, jak polska reprezentacja w piłce nożnej gra jakiś ważny mecz, to oglądam, ale bardziej ze względów patriotycznych, niż dla samego kibicowania. Przygodę ze sportem zaczynałem właśnie od piłki nożnej, przez pięć lat trenowałem w Cartusii. Potem była kilkuletnia przygoda z siłownią, gdzie również próbowałem swoich sił. Los chciał, że pięć lat temu na mojej drodze stanął Patryk Zaborowski, który otwierał właśnie klub kick-boxingu w Kartuzach. Narodziła się „Rebelia”, a wraz z nią ja i nowy sposób na życie.

Od razu poczuł Pan, że to jest właśnie to?
Powiem tak, od razu poczułem się w tej dyscyplinie dobrze. Poza tym byłem zaszczycony mogąc trenować z tak doświadczonym i utytułowanym w kick-boxingu zawodnikiem, jak Patryk Zaborowski. Jego postawa na treningach, podejście, motywowanie do osiągania coraz lepszych wyników, działały inspirująco. Wszystko, co udało mi się osiągnąć, zawdzięczam Patrykowi. Jest wspaniałym trenerem.

Skoro trener tak dobrze motywował do pracy, to wierzył Pan, że sukces nadejdzie? 
Początkowo nie. Wychodziłem z założenia, że fajnie jest potrenować, zrobić coś dla zdrowia i kondycji. Nawet nie brałem pod uwagę, że będą jakieś turnieje, że zacznę reprezentować klub na zewnątrz. Jak nadeszły pierwsze zwycięstwa, to też nie grzeszyłem pewnością siebie i w jakiś duży sukces, na skalę ogólnopolską, a już w ogóle międzynarodową, nie wierzyłem. 

Skromny z Pana człowiek. Patryk Zaborowski ma na koncie faktycznie sporo sukcesów, ale tytułu mistrza świata jeszcze nie zdobył. Można powiedzieć, uczeń przerósł mistrza...? 
Nigdy nie ośmieliłbym się tak powiedzieć. Chociaż Patryk nie zdobył jeszcze osobiście tytułu mistrza świata, to takiego mistrza sobie wychował i wytrenował. Mój sukces jest też jego sukcesem. 

Kiedy do Pana dotarło, że ma Pan szansę zaistnieć w tej dyscyplinie sportu?
Najpierw zostałem mistrzem Polski młodzieżowców, ale to absolutnie nie utwierdziło mnie w pewności siebie. Może dopiero ubiegłoroczny sukces, zdobycie tytułu wicemistrza Europy, pozwoliło mi uwierzyć, że będą ze mnie ludzie. Co prawda w finale przegrałem, ale ranga mistrzostw, ilość biorących w nich udział utytułowanych zawodników, to wszystko spowodowało, że uwierzyłem w swoje możliwości. 

Co czuje zawodnik, gdy grają mu Mazurka Dąbrowskiego?
Powiem pani szczerze, że stojąc na podium i słuchając hymnu Polski, jeszcze nie bardzo do mnie docierało, że ten Mazurek, to dla mnie. Dopiero później, gdy emocje opadły, zrozumiałem, że jestem mistrzem świata. 

Do kogo był pierwszy telefon? 
Nie pamiętam, ale chyba do mojej dziewczyny, Kingi. 

Posypały się gratulacje, życzenia?
Tak, nawet od osób, których nie widziałem od czasów szkoły. Nie zdawałem sobie sprawy, że mam aż tylu przyjaciół. Bardzo było to miłe. 

Jakie ma Pan teraz plany, kiedy największe z możliwych marzeń, zostało spełnione? 
Na pewno nie chciałbym spocząć na laurach, ale dalej doskonalić swoje umiejętności. Jest jeszcze dużo do zdobycia, dużo do osiągnięcia. Mam nadzieję ze dostrzegą mnie zawodowe organizacje i będę mógł skrzyżować rękawice w ringu o pas zawodowego mistrza Europy czy świata. Zobaczymy co czas przyniesie. Póki co, dziękuję mojemu trenerowi za wszystkie cenne rady, za godziny treningów, za wiarę we mnie. Dziękuje tez kibicom i przyjaciołom za wszystkie smsy i telefony. Obiecuję dołożyć wszelkich starań, by nie zawieść ich w przyszłości.

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska
2015-11-13 09:30 1045

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.