Niedziela, 16 Grudnia 2018 - Albiny, Zdzisławy, Alicji

Wrócił, żeby krzywdzić dzieci [MAGAZYN]

Pedofil z Borcza był już karany za podobne czyny. Przed laty zaatakował dziecko w gminie Żukowo. Odsiedział trzy lata w więzieniu. Czy za kilka lat, po kolejnej odsiadce, znów pojawi się w okolicy?

Pierwszego września siedmiolatek i dziewięciolatek wybrali się na rowerową przejażdżkę do lasu. Spotkali tam mężczyznę w średnim wieku, który również przejeżdżał na rowerze. Zapytał chłopców, czy mogliby mu pokazać miejsca, w których rosną grzyby. Ci się zgodzili. Po chwili pedofil zaatakował. Starszemu z chłopców zdjął koszulkę, zaczął go dotykać i fotografować. W tym czasie siedmiolatkowi udało się uciec. Jego mama, słysząc relację roztrzęsionego chłopca, natychmiast pojechała na miejsce, które wskazał jej syn. Zaczęła krzyczeć. Wtedy zobaczyła, że jego starszy kolega, Krystian, bez koszulki, wyjeżdża na rowerze z lasu. Pedofil został spłoszony. Potem dziennikarzom Radia Gdańsk opowiadała mama dziewięcioletniego Krystiana: – Przybiegł do domu, cały się trząsł. Mówił: "Mamo, policja, ratunku. Pan mnie dotykał, rozbierał i robił zdjęcia”.

Policja wszczęła śledztwo. Co mieli do dyspozycji „operacyjni” z Kartuz? Portret pamięciowy, markę i wygląd roweru i… To wszystko. Jak znaleźć mężczyznę, który pojawił się w Borczu, być może na chwilę, spłoszony odjechał i pewnie długo się tu nie pojawi? Policjanci „operacyjni” rozpoczęli typowanie potencjalnych sprawców. Wytypowano kilkanaście osób, po kolei sprawdzano, czy mogli być w Borczu w dniu 1 września. W policyjnych notatnikach kolejne nazwiska były systematycznie skreślane. I tak minął miesiąc. 6 października pięciu policjantów – trzech ze służby operacyjnej i dwóch ze służby dochodzeniowej, zapukało do drzwi mieszkańca Gdańska. Tego samego dnia podano do publicznej wiadomości: pedofil z Borcza zatrzymany. Jak policjanci zdołali go namierzyć? Szczegółów pracy operacyjnej, rzecz jasna, policja nie będzie podawać, z prostej przyczyny. Żeby nie instruować potencjalnego przeciwnika, kolejnego pedofila, który pewnie niebawem stanie się przedmiotem zainteresowania śledczych. Ale to nie znaczy, że wszystko, co dotyczy śledztwa, musi zostać owiane tajemnicą. Udało się ustalić, że decydujące znaczenie w tym przypadku miała współpraca operacyjnych z Kartuz z kolegami z Gdańska. Przydały się policyjne kartoteki. Przeglądano akta, szukano mężczyzn, którzy w przeszłości dopuścili się podobnych czynów. Typowano tych, którzy są w średnim wieku, w niezłej formie (dość dalekie wycieczki rowerowe) i mniej więcej odpowiadają rysopisowi. Po kolei ich namierzano. W końcu kolejny trop okazał się właściwy. Okazało się, że zatrzymany mężczyzna, który szybko przyznał się do zaatakowania dwóch chłopców w Borczu, był już wcześniej karany za podobne przestępstwo. Popełnił je w okolicy Żukowa. Dostał trzy lata więzienia, siedział od 2001 do 2004 roku. Po odsiadce zwykł brać rower i jeździć wokół Gdańska... Miesięczne śledztwo zakończyło się więc sukcesem – policjanci zebrali na tyle mocny materiał, że sędzia orzekł trzymiesięczny areszt. Czy to oznacza, że dzięki pracy śledczych, dzieci będą bardziej bezpieczne? Na pewno – przynajmniej przez jakiś czas. A potem… Czy pedofil za kilka lat znów pojawi się na rowerowej przejażdżce w okolicy Kartuz?
...........................................
Na całą sprawę można spojrzeć z innego punktu widzenia – i zadać pytanie, jak w obliczu zagrożenia zachowała się społeczność wsi? W opinii pani sołtys i dyrektorki szkoły, mieszkańcy Borcza zdali egzamin. Sołtys Borcza, Genowefa Dymek podkreśla, że paniki nie było, choć wiele osób wzmogło środki ostrożności: – Rodzice zaczęli baczniej obserwować swoje pociechy i zwracać uwagę na ich bezpieczeństwo. Moje wnuki chodziły same, teraz odprowadza ich córka. W innych rodzinach było podobnie, ale nazwałabym to ostrożnością, bo jakiejś psychozy we wsi nie zauważyłam. Halina Mischke, dyrektor Szkoły Podstawowej w Borczu wskazuje, że ludzie potrafili sobie pomagać, bardziej niż zwykle. – Rodzice i mieszkańcy solidaryzowali się, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. Odwozili pod drzwi dzieci sąsiadów, wymieniali się obowiązkami. Jestem dumna z reakcji społeczności. Potrafili zjednoczyć się i działać dla dobra dzieci. Zareagowała również szkoła: – Zorganizowaliśmy specjalny apel oraz informowaliśmy rodziców o zagrożeniu. Prowadzimy też warsztaty o bezpieczeństwie w sieci, żeby dzieci i ich rodzice wiedzieli jak się zachować w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu. Ludzie byli przejęci, pytali się w szkole, czy schwytano już pedofila. Byliśmy też w stałym kontakcie z dzielnicowym. Po tym, jak zatrzymano mężczyznę, który przyznał się do winy, strach minął, ale obawa i niepokój pozostały.

Autorzy: Kamil Błaszkiewicz, Tomasz Słomczyński


Foto: KPP Kartuzy
2015-10-15 12:30 979

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.